Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.

Historie szkodowe

21.05.2014

Ergo Hestia ubezpiecza Polską Izbę Inżynierów Budownictwa od 2011 roku. Przez ten czas wypłaciliśmy blisko 6 milionów złotych odszkodowań. Zgłoszono nam ponad 800 szkód. Ich kartoteki to prawdziwa skarbnica ubezpieczeniowej wiedzy. Sięgnijmy do niej – ku przestrodze.

W języku prawnym „ubezpieczeniem” nazywa się stosunek prawny między ubezpieczonym a ubezpieczycielem. Potocznie – często papier, koszt, obowiązek… Prawdziwy sens polisy poznaje się wtedy, gdy dochodzi do niepożądanych zdarzeń losowych, zwanych w żargonie ubezpieczeniowym „szkodami”. A te zdarzają się i będą się zdarzać, zwłaszcza w branży budowlanej, która od lat rozwija się bardzo dynamicznie.

 

Chwila prawdy

Szkody nie omijają grupy zawodowej inżynierów budownictwa, mimo że wykonywanie tej profesji wymaga gruntownego wykształcenia oraz specjalistycznych uprawnień budowlanych potwierdzających kwalifikacje. Trzeba brać pod uwagę takie czynniki, jak presja czasu, ograniczenia kosztowe lub zwykła ludzka nieuwaga, które mogą być źródłem mniej lub bardziej poważnych błędów. Te z kolei obniżają wiarygodność zawodową inżyniera, a także obciążają  go poważnymi konsekwencjami finansowymi. Każdą wyrządzoną szkodę trzeba przecież zgodnie z prawem naprawić. I właśnie w takiej chwili poznaje się sens ubezpieczenia Odpowiedzialności Cywilnej.

Rolą ubezpieczyciela jest przeprowadzić ubezpieczonego przez trudny okres po powstaniu szkody. Przejmuje on na siebie obowiązek zapłaty odszkodowania, a także udziela wsparcia prawnego, jeśli zgłoszone roszczenie nie jest zasadne. Każda szkoda to mniejszy lub większy ludzki dramat. Dlatego tez postanowiliśmy rozpocząć  cykl „Historie szkodowe”, w którym  będziemy prezentować wybrane sytuacje wzięte z życia, a ściślej – z naszych kartotek. Wszystkie zdarzyły się naprawdę i zetknęliśmy się z nimi w ramach współpracy z Polską Izbą Inżynierów Budownictwa. Warto przeanalizować te przykłady i nauczyć się czegoś na cudzych błędach, by samemu być mądrym... przed szkodą.

 

Śmierć na budowie 

Jan K., zatrudniony w Firmie Efekt Spółka z o.o. jako pracownik ogólnobudowlany, wykonywał prace remontowe na dachu czteropiętrowego budynku wielorodzinnego w Gdyni, w ramach umowy podpisanej z Wspólnotą Mieszkaniową „Południe”. Pracownicy pokryli papą dach, a następnie przykręcali obróbkę blacharską do murków ogniowych na krawędziach dachu.

Około godziny 9.30 jeden z pracowników, Eugeniusz M. znajdujący się na dachu wiatrołapu przy klatce schodowej, poprosił Jana K., aby ten spuścił mu na dół rolkę papy podkładowej. Miał to zrobić za pomocą wciągnika, zainstalowanego na trójnogu z drewnianych belek. Trójnóg oparty był o murek ogniowy bez dodatkowego obciążenia dla zachowania przeciwwagi. Wcześniej przeciwwagę stanowiła butla z gazem, którą jednak zabrał inny pracownik, bo była mu potrzebna do klejenia papy na daszku wiatrołapu.

Jan K. stanął na krawędzi dachu i próbował zaczepić rolkę papy na linkę i hak wciągnika. Niestabilny trójnóg przewrócił się, a mężczyzna spadł z dachu budynku na betonowy chodnik. Wskutek doznanych obrażeń zmarł na miejscu.

 

Kto ponosi odpowiedzialność?

Za zdarzenie odpowiadał  Karol P. pełniący w ramach przedmiotowego kontraktu funkcję kierownika budowy. Zgodnie z prawem do jego obowiązków należało sporządzenie, jeszcze przed rozpoczęciem budowy, planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, uwzględniającego specyfikę obiektu budowlanego i warunki prowadzenia robót budowlanych (art.21 Ustawy Prawo Budowlane), a także koordynacja działań zapewniających przestrzeganie zasad bezpieczeństwa i ochrony zdrowia zawartych w przepisach prawa (art.22 tej samej Ustawy).

Stwierdzono tymczasem, że jedną z przyczyn wypadku był fakt, że pracownicy nie założyli szelek bezpieczeństwa i nie byli przypięci do liny zabezpieczającej przymocowanej do komina. Kolejną przyczyną był stan sprzętu używanego na budowie. Za urządzenie do transportu pionowego służył wciągnik zamontowany na trójnogu zbitym we własnym zakresie z drewnianych desek – bez unieruchomienia czy przeciwwagi.

Okoliczności te obciążały Karola P. W dniu zdarzenia posiadał on uprawnienia budowlane, należał do Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa i był objęty umową obowiązkowego ubezpieczenia OC zawartą w  Ergo Hestii.

 

Jakie roszczenie?

Roszczenie pod adresem Karola P. zgłosiła żona zmarłego, Irena K. wraz z dwójką dzieci, Patrycją i Danielem K. Podstawą roszczenia był art. 446 par. 4 Kodeksu Cywilnego, zgodnie z którym najbliżsi członkowie rodziny zmarłego mogą wystąpić do sprawcy wypadku z roszczeniem o zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę.

W toku postępowania ustalono, że śmierć poszkodowanego miała bardzo negatywny wpływ na życie całej rodziny. Zmarły był jej jedynym żywicielem, wspierał finansowo dzieci w zdobywaniu wykształcenia i miał z nimi dobry kontakt. Po jego śmierci żona straciła całkowicie poczucie bezpieczeństwa, które zapewniał jej małżonek. W dodatku zaostrzyły się jej dolegliwości związane z chorobami przewlekłymi, na które cierpiała jeszcze przed śmiercią męża (nadciśnienie tętnicze, niedoczynność tarczycy), do których doszła depresja.

Nagła i niespodziewana śmierć ojca spowodowała pogorszenie choroby psychicznej u syna, u którego już wcześniej zdiagnozowano zaburzenia dwubiegunowe afektywne. Chłopak przerwał studia na Wydziale Budownictwa Politechniki Częstochowskiej. Córka również bardzo przeżyła śmierć ojca, a w następstwie traumatycznych wydarzeń i u niej rozwinęła się depresja.

Ergo Hestia uznała odpowiedzialność Karola P. za powstałą szkodę oraz fakt, że zdarzenie było objęte umową obowiązkowego ubezpieczenia OC. Na podstawie ugody wypłaciła żonie zmarłego 65 000 złotych zadośćuczynienia oraz po 65 000 złotych dla córki i syna.

 

Wadliwe wykonanie termomodernizacji budynku

Spółdzielnia Mieszkaniowa „Jutrzenka” zleciła remont budynku we Wrocławiu. Przedmiotem umowy było wykonanie termomodernizacji na podstawie projektu i pozwolenia na budowę. Zakres prac obejmował ocieplenie obiektu, a także wykonanie nowej elewacji, pokrycie dachu, poszerzenie okapów, orynnowanie oraz obróbki blacharskie.

Spółdzielnia zawarła umowę z wykonawcą Firmą Budom SA, a nadzór inwestorski powierzyła Arkadiuszowi S. Prace ruszyły w kwietniu 2011 roku i przebiegały w kilku etapach. Każdy z nich kończył się podpisaniem protokołu odbioru przez wykonawcę, kierownika budowy i inspektora nadzoru. W lipcu wykonawca opuścił plac robót, nie kończąc prac.

Wtedy też ujawniono liczne wady w już wykonanych i odebranych pracach. Były to między innymi  takie niedoróbki, jak krzywo osadzone parapety, szczeliny między styropianem a futryną okna, ubytki tynku, widoczna siatka tynkarska, nierówno rozprowadzony klej, widoczne pofałdowanie powierzchni, tynk mineralny o nierównomiernie rozprowadzonym uziarnieniu, niejednolity kolor, nieprawidłowe osadzenie rynien. Spółdzielnia wezwała wykonawcę do wykonania napraw, jednak bezskutecznie. Poniosła szkodę, ponieważ musiała zlecić prace innemu wykonawcy.

 

Kto ponosi odpowiedzialność?

Za zdarzenie odpowiadał inspektor nadzoru budowlanego, Arkadiusz S. Zgodnie z podpisaną umową i przepisami prawa (w szczególności Ustawy Prawo Budowlane) do jego obowiązków należało reprezentowanie zamawiającego na budowie poprzez sprawowanie kontroli nad zgodnością jej realizacji z projektem, pozwoleniem na budowę, przepisami BHP. Ponadto również sprawdzanie jakości wykonanych prac, potwierdzanie faktycznie wykonanych robót i odbiór wykonanych prac (art.25 p.1-4 wspomnianej Ustawy).

Co więcej, zgodnie z umową Arkadiusz S. był zobowiązany do niezwłocznego zawiadamiania inwestora o wszelkich nieprawidłowościach występujących na budowie. Tymczasem inspektor nie tylko dopuścił do popełnienia wielu błędów, ale też w ogóle ich nie sygnalizował. Przeciwnie, podpisywał protokoły potwierdzające wykonanie prac bez zastrzeżeń. Sprawca w dniu zdarzenia posiadał uprawnienia budowlane, należał do Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa i był objęty umową  obowiązkowego ubezpieczenia OC zawartą w Ergo Hestii.

 

Jakie roszczenie?

Roszczenie pod adresem Arkadiusza S. zgłosiła poszkodowana Spółdzielnia Mieszkaniowa. Podstawą był art. 471 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym sprawca jest obowiązany do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania. Zgodnie zaś z art. 361 par. 2 Kodeksu cywilnego naprawienie szkody obejmuje straty, które poniósł poszkodowany oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu nie wyrządzono szkody.

Spółdzielnia wystąpiła więc o pokrycie kosztów naprawy w wysokości zgodnej z kosztorysem przedstawionym przez innego wykonawcę. Chodziło między innymi o pokrycie krawędzi dachu i wyrównanie połączeń, co wyceniono na 32 000 złotych, a także pokrycie części dachu papą za 4 700 złotych, malowanie klatek za kolejne 49 000 złotych. Łącznie roszczenia sięgnęły 123 000 złotych, przy czym Spółdzielnia wystąpiła o ich refundację do inspektora nadzoru inwestorskiego w 30 procentach oraz do kierownika budowy w 70 procentach.

Ergo Hestia uznała odpowiedzialność Arkadiusza S. za powstałą szkodę oraz fakt, że zdarzenie było objęte umową obowiązkowego ubezpieczenia OC. Stwierdziła też, że kierownik budowy był współodpowiedzialny za zdarzenie, w związku z czym zgodnie z propozycją poszkodowanej Spółdzielni wypłaciła za Arkadiusza S. 38 000 złotych, czyli 30 procent szkody.

 

Wadliwy projekt fundamentów suwnic

Firma Kopex Spółka z o.o. zleciła wykonanie prac niezbędnych do uruchomienia czterech kompletnych suwnic 10-tonowych, wraz z konstrukcją nośną i fundamentami na terenie byłej kopalni węgla kamiennego w Chorzowie. Wykonanie projektu budowlanego konstrukcji jezdni podsuwnicowej powierzyła  projektantowi Jerzemu P., a wykonawstwo Spółce Technika SA.

Projektant podpisał w marcu 2011 roku umowę, a już pod koniec kwietnia przekazał inwestorowi gotowy projekt. Podczas jego realizacji zaszło podejrzenie, że fundamenty i konstrukcja stalowa estakady suwnicy mogą być obarczone wadami. Zlecono ekspertyzę, która potwierdziła, że doszło do błędu projektowego. Stwierdzono między innymi, że projekt nie przewidywał możliwości zadaszenia  jezdni podsuwnicowej zewnętrznej, co wynika z opisu technicznego, w związku z czym nie uwzględnił dodatkowego obciążenia fundamentów ciężarem własnym oraz wpływu obciążenia wiatrem i śniegiem zgodnie z obowiązującymi normami.

Ponadto wykazano, że zaprojektowane fundamenty nie spełniają warunków normy „Posadowienie bezpośrednie budowli” (PN-81/B-03020). Mało tego, stwierdzono również, że przyjęte w obliczeniach obciążenia poziome z pracy suwnic nie są zgodne z normą „Obciążenia suwnicami pomostowymi, wciągarkami i wciągnikami” (PN-86/B-02005 pkt.3.2). W efekcie inwestor poniósł szkodę, ponieważ musiał zlecić  wykonanie wzmocnień fundamentów i ponieść koszt tych prac.

 

Kto ponosi odpowiedzialność?

Za zdarzenie odpowiadał projektant Jerzy P., któremu inwestor zlecił projekt fundamentów estakady suwnic. Zgodnie z podpisaną umową oraz przepisami prawa do jego obowiązków należało między innymi opracowanie projektu budowlanego w sposób zgodny z ustaleniami określonymi w decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, z wymaganiami prawnymi, przepisami oraz zasadami wiedzy technicznej (art.20 ust.1 p.1 Ustawy Prawo Budowlane).

W projekcie znaleziono tymczasem błędy, między innymi w obliczeniach. Zaprojektowane fundamenty okazały się 2,57 razy mniejsze od fundamentów, które spełniają wymagania normowe. Ponadto projekt nie uwzględniał możliwości przyszłego zadaszenia jezdni podsuwnicowych. Jerzy P. w dniu zdarzenia posiadał uprawnienia budowlane, należał do Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa i był objęty  umową obowiązkowego ubezpieczenia OC zawartą w Ergo Hestii.

 

Jakie roszczenie?

Roszczenie pod adresem Jerzego P. zgłosił poszkodowany inwestor. Podstawą był art. 471 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym sprawca jest obowiązany do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania. Zgodnie zaś z art. 361 par. 2 Kodeksu cywilnego naprawienie szkody obejmuje straty, które poniósł poszkodowany oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu nie wyrządzono szkody.

Inwestor wystąpił o pokrycie kosztów wzmocnienia fundamentów zgodnie z kosztorysem przedstawionym przez wykonawcę. Chodziło między innymi o wykonanie mikropali z żerdziami TITAN 73/56 o średniej długości 6 metrów, co wyceniono na 316 000 złotych, wykonanie oczepów fundamentowych żelbetowych prostokątnych o objętości do 1,5 m3 z zastosowaniem pompy do betonu za kolejne 44 000 złotych, przygotowanie i montaż zbrojenia oczepów (23 000 złotych) oraz montaż kotew fundamentowych SRF-1 i SRF-2 (28 000 złotych) i wzmocnień stalowych fundamentów wraz z zabezpieczeniami antykorozyjnymi (41 000 złotych). Łączny koszt przekroczył pół miliona, wynosząc  522 000 złotych.

Ergo Hestia uznała odpowiedzialność Jerzego  P. za powstałą szkodę oraz fakt, że zdarzenie było objęte umową obowiązkowego ubezpieczenia OC. Niestety, Jerzy P. wykupił ubezpieczenie wyłącznie na minimalną sumę gwarancyjną, czyli 50.000 euro. W związku z tym Ergo Hestia wypłaciła odszkodowanie w takiej wysokości.

 

Ciąg dalszy nastąpi. 

 

Anna Sikorska-Nowik

Główny Specjalista ds. ubezpieczeń STU ERGO HESTIA S.A.

www.piib.org.pl

www.kreatorbudownictwaroku.pl

www.izbudujemy.pl

Kanał na YouTube

Profil na Google+